Nie milkną echa wypowiedzi premiera Donalda Tuska dotyczącej porodówki w Lesku. W piątek, 20 marca na antenie TVN24 szef rządu został zapytany o sytuację kobiet w ciąży, które w niektórych regionach Polski muszą pokonywać znaczne odległości, aby dotrzeć do najbliższej porodówki – nawet 100 – 170 kilometrów. Premier zaprzeczył, jakoby takie przypadki miały miejsce, prosząc o wskazanie konkretnego przykładu. Gdy padła nazwa Leska, premier odpowiedział, że niedawno odwiedził tę miejscowość i zapewnił, że porodówka wciąż działa. Podkreślił, że pozostaje na bieżąco informowany o sytuacji na oddziałach położniczych w całym kraju. Jednocześnie zwrócił uwagę, że Polska dysponuje jedną z najgęstszych sieci porodówek w Europie, a w przypadku placówek, w których liczba porodów lub procedur jest niewielka, dalsze utrzymywanie oddziałów może nie być uzasadnione organizacyjnie i finansowo.
Premier zaznaczył również, że jego decyzje nie mają na celu wywołania społecznego niezadowolenia, dodając, że nie jest „politycznym samobójcą” i nie podjął działań mających na celu zdenerwowanie tysięcy kobiet.
Te wypowiedzi spotkały się jednak z natychmiastową reakcją przedstawicieli lokalnego środowiska medycznego oraz związków zawodowych, którzy przedstawili odmienny obraz sytuacji.
Wypowiedź premiera i reakcje
Premier Donald Tusk, odnosząc się do sytuacji porodówek w Polsce, stwierdził, że w kraju nie występuje problem z dostępem do tego typu świadczeń. Jak zaznaczył, gęsta sieć porodówek powoduje, że w niektórych placówkach liczba porodów jest na tyle niska, iż utrzymywanie oddziałów traci uzasadnienie. W kontekście Leska premier zapewnił, że porodówka nie została zamknięta.
Te słowa zostały jednak zdementowane przez ordynatorkę ginekologii Iwonę Holcman, która w rozmowie z TVN24 poinformowała, że oddział położniczy w Lesku jest zamknięty od stycznia 2026 roku. Podobne stanowisko przedstawiła Magdalena Dąbrowska, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy szpitalu w Lesku. Wskazała ona, że powodem zakończenia działalności był brak środków finansowych oraz fakt, że oddział generował straty dla szpitala.
Stanowisko Ministerstwa Zdrowia
W odpowiedzi na pojawiające się kontrowersje Ministerstwo Zdrowia opublikowało komunikat, w którym szczegółowo przedstawiło przebieg zdarzeń związanych z funkcjonowaniem oddziału. Jak wskazano, od 1 lipca do 31 grudnia 2025 roku działalność oddziału ginekologiczno-położniczego w Lesku była zawieszona. Decyzja ta została podjęta na wniosek dyrektora placówki. Przyczynami zawieszenia były brak możliwości zapewnienia odpowiedniej kadry medycznej, w szczególności lekarzy oraz przedłużający się remont.
Zawieszenie zostało zgłoszone do wojewody podkarpackiego. Resort przypomniał również, że zgodnie z obowiązującymi przepisami tego rodzaju zawieszenie nie może trwać dłużej niż pół roku.
Zakończenie umowy z NFZ
Ministerstwo Zdrowia poinformowało, że wobec braku możliwości wznowienia działalności oddziału dyrektor szpitala zwrócił się do Podkarpackiego Oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia o rozwiązanie umowy w części dotyczącej oddziału ginekologiczno-położniczego. Umowa ta została rozwiązana z dniem 31 grudnia 2025 roku. Resort zaznaczył jednocześnie, że rozwiązanie umowy z NFZ nie jest równoznaczne z formalną likwidacją oddziału szpitalnego.
Jak wynika z informacji przekazanych przez Ministerstwo Zdrowia, podkarpacki oddział NFZ zaproponował szpitalowi zawarcie umów na prowadzenie oddziału ginekologii planowej oraz izby porodowej. Szpital nie zdecydował się jednak na podpisanie tych umów. Jednocześnie w marcu 2026 roku zawarto umowę dotyczącą funkcjonowania poradni ginekologiczno-położniczej, co – jak podkreślono – odpowiada aktualnym potrzebom placówki.
NFZ deklaruje także gotowość do ogłoszenia konkursu na świadczenia związane z prowadzeniem oddziału ginekologiczno-położniczego lub ginekologicznego, jeśli pojawi się taka potrzeba i będą dostępne środki finansowe.
Istotnym elementem analizy sytuacji są dane dotyczące liczby porodów. Ministerstwo Zdrowia wskazało, że w 2025 roku w szpitalu w Lesku odebrano 74 porody. Dodatkowo, w latach 2023–2024 jedynie 12 procent porodów z obszaru obejmującego powiaty leski, bieszczadzki, sanocki, brzozowski i przemyski odbywało się właśnie w tej placówce. Według resortu niska liczba porodów była jednym z czynników wpływających na trudności w utrzymaniu oddziału.
Szerszy kontekst sprawy szpitala w Lesku
Sprawa porodówki w Lesku wpisuje się w szerszą dyskusję dotyczącą organizacji opieki zdrowotnej w Polsce, w tym dostępności świadczeń oraz efektywności funkcjonowania placówek medycznych. Z jednej strony podkreślana jest potrzeba zapewnienia dostępności usług medycznych na poziomie lokalnym, z drugiej – wskazuje się na kwestie ekonomiczne oraz kadrowe, które wpływają na możliwość utrzymania oddziałów o niskim obłożeniu.
Szpital w Lesku wskazywał wprost, że bez wsparcia Ministerstwa Zdrowia oraz centralnej interwencji nie jest w stanie utrzymać oddziału położniczego. Choć minister Izabela Leszczyna deklarowała gotowość pomocy, w praktyce oddział nie otrzymał wsparcia. Szpital znajduje się w trudnej sytuacji finansowej – jego zadłużenie przekracza 120 milionów złotych, a problemy z płynnością finansową były na tyle poważne, że w lutym 2026 roku dyrekcja zdecydowała się wypłacić personelowi jedynie 75 procent wynagrodzeń.
Rzecznik rządu, Adam Szłapka, w rozmowie z TVN24 zapewniał, że każda kobieta w kwestiach porodowych jest i będzie odpowiednio zabezpieczona, tłumacząc, że porodówka w Lesku nie funkcjonuje jedynie ze względu na remont. Stan ten jednak nie odpowiada rzeczywistości – oddział był zamknięty w okresie od lipca do grudnia 2025 roku z powodu remontu, a od stycznia 2026 roku pozostaje nieczynny. Ministerstwo Zdrowia podaje, że w 2025 roku w szpitalu w Lesku odebrano 74 porody, jednak liczba ta wymaga kontekstu – oddział był przez pół roku zamknięty, co znacząco ograniczało możliwość świadczenia usług i wpływa na postrzeganie statystyk.
Starostwo Powiatowe w Lesku podejmowało liczne działania, rozmowy i spotkania mające na celu utrzymanie funkcjonowania porodówki w Lesku. Pomimo zaangażowania lokalnych władz, brak skutecznych działań ze strony Ministerstwa Zdrowia sprawił, że nie było szans na zapewnienie kontynuacji działalności oddziału. Obecnie mieszkańcy Bieszczad pozostają porodówki. Kobiety w ciąży, które mieszkają w regionie, muszą korzystać z placówek w Brzozowie, Krośnie czy Przemyślu, co oznacza znaczne odległości i długi czas dojazdu. Brak oddziału położniczego w Lesku zwiększa nie tylko logistyczne trudności, ale również ryzyko związane z opóźnionym dostępem do fachowej opieki medycznej w sytuacjach nagłych porodów.
Komentarze (0)