W malignie widział siebie galopującego na swoim koniu, widział mnóstwo wilczych pysków o przyjaznych oczach a najbliżej twarzy były bursztynowe oczy jego wilka – Odysa. 

Przeczytaj również: Wilcze opowieści cz. 7 Atak

Słyszał strzał z dubeltówki, po którym wilki oddaliły się niechętnie. Było mu zimno. Widział pochyloną twarz człowieka, który drąc swoją koszulę na pasy tamował jego krwawienie. Pamiętał drogę przez mękę, gdzie z każdym krokiem niosącego go na plecach gajowego czuł ogromny ból. 

Leżąc już na noszach widział poruszające się jak w zwolnionym tempie, wielkie śmigło helikoptera z czerwonym krzyżem. Jak przez watę słyszał żałosne skuczenie Ramzesa, płacz Barbary i głos ratowników – zabieramy obydwoje – ona rodzi.

Usłyszał jakieś hałasy na szpitalnym korytarzu. Ktoś o znajomym głosie kłócił się ostro z personelem, który oponował, że tam nie wolno wchodzić. – Ale ja muszę, zostawcie mnie.

W otwartych drzwiach zobaczył Barbarę z jakimś zawiniątkiem w ręku i stojące po bokach pielęgniarki. Jakiś męski głos ostro zapytał – a co tu się dzieje

– Bo panie doktorze, bo ona chce do chorego a tam nie wolno przecież…

Drogie siostry – złagodniał lekarz – czy myślicie, że skoro wilki go nie zabiły to zrobi to narzeczona? Wpuście ją.

Barbara nieśmiało podeszła do Piotra i odwijając becik pokazała mu małą ludzką istotkę. – Piotrze, to nasz syn.

Nie mógł wydobyć głosu ze ściśniętego wzruszeniem gardła. Uśmiechnął się tylko i unosząc do góry swój kciuk przekazał jej, że będzie dobrze. Pocałował maleńką rączkę swojego synka i wyszeptał – do zobaczenia w domu.

Pielęgniarki widząc tą wzruszającą scenę ukradkiem ocierały łzy…

Powrót do domu

Na dwa tygodnie przed Bożym Narodzeniem Piotr powrócił do domu. Wysiadając z samochodu zobaczył siedzące na śniegu dwie bestie, które rzuciły się na niego z radosnym skowytem. Tuląc do siebie wielką głowę Odysa i niewiele mniejszą Ramzesa – wyszeptał im do uszu – tęskniłem za wami chłopaki, kocham was. 

Słysząc radosne rżenie Bucefałaka i nie mniej radosny ryk osiołka Jędrusia, poszedł do stajni, aby się z nimi przywitać. Obydwa rumaki, Łaciata i sarna na trzech nogach wyglądały znakomicie. Gajowy dbał o nich jak członków rodziny. Wychodząc ze stajni napotkał w drzwiach uśmiechniętą Barbarę, która żartując powiedziała – Piotrze już teraz wiem, gdzie jest moje miejsce w twojej hierarchii. Czy dla mnie i dla naszego Stasia znajdzie się miejsce w twoim sercu?

Basiu, wiesz, że was kocham – mówiąc to mocno przytulił panią swojego serca.

Przekraczając próg leśniczówki napotkał pytający wzrok Odysa i Ramzesa, którzy zdawali się pytać – a naszego nowego kumpla widziałeś już? Zaprowadzili go do pięknie przystrojonego pokoju, gdzie w kołysce leżał Staś. Maluch zaczął płakać, ale dwaj piastunowie-wujkowie w swoich zwierzęcych postaciach szybko sprawdzili w czym rzecz. Odys poinformował Barbarę, że czuje kupę a Ramzes przekazał, że na nic tu jego bujanie kołyski. Piotr poczuł zawrót głowy i usiadł na fotelu. 

Po chwili wziął na ręce swojego synka, aby zobaczyć coś najpiękniejszego na świecie. Naprzeciw usiadły dwie bestie z wywalonymi jęzorami i gdy jedna lizała małą dłoń to druga lizała małe stópki. Podeszła Basia i obejmując całą czwórkę wyszeptała – kocham was.

Ślub

Tuż po Nowym Roku 1980 usłyszeli pukanie do drzwi leśniczówki. Po otwarciu ukazała się uśmiechnięta twarz grekokatolickiego księdza. Przy kawie powiedział im, że jego katolicki kolega, a ich proboszcz ciężko zachorował i poprosił go, aby zrobił kolędę w jego zastępstwie. Dla Piotra religią była natura i nie dbał o to kto jest jakiego obrządku. Basia widziała miłego zażenowanego człowieka i nie miała nic przeciwko tej wizycie. Spędzili czas w miłej atmosferze.

W dniu przesilenia wiosennego biorąc ślub, Piotr i Barbara zostali mężem i żoną w/g prawa i Boga.

Początkiem maja półroczny Staś bawił się na drewnianej podłodze w prywatnej posiadłości leśniczego Piotra, zwanej Chatą Drwala ciągnąc Ramzesa za ogon. Basia krzątała się po wielkich pomieszczeniach myśląc jak to wszystko przystroić. 

Usłyszała kołatanie do drzwi i poczuła dziwny zapach. Ramzes widział jak kobieta otworzywszy drzwi zostaje uderzona jakimś narzędziem w głowę. Jednym susem swojego potężnego ciała rzuca się na intruza i tuż w progu nadziewa się na ostry nóż boleśnie przeszywający jego klatkę piersiową. 

Pożar i poświęcenie Odysa

Ostatkiem sił łapie zębami za łydkę przeciwnika, ale mocne uderzenie drewnianą pałką ogłusza go na chwilę. Zamglonym wzrokiem widzi wciąganą za nogę do środka budynku Basię i czuje ból w ogonie, gdy jest tak samo ciągniony do środka. Czuje zapach benzyny i słyszy przeraźliwy płacz Stasia w salonie. 

Obficie krwawiąc czołga się, aby chronić malucha. Widzi wlatujący przez okno do środka ogień, który rozprzestrzenia się bardzo szybko. 

Ostatkiem sił przykrywa swoim ciałem małego ludzkiego przyjaciela. Czuje skręcające się pod wpływem temperatury swoje futro Traci przytomność.

Piotr i Odys wracają z obchodu swojego rozległego terenu leśnictwa do domu. Ponad 2 tys. hektarów to ogromny areał. Będąc około kilometra od celu widzą gęsty dym. Pierwsza myśl – las się pali. Nie – to nie las. Krzycząc w biegu –Odys sprawdź – pędzi jak szalony w kierunku dymu mając jak najgorsze przeczucia. 

Bohaterstwo Odysa

Odys po kilku minutach dopada do płonącego domu. Już z dala słyszy przeraźliwy płacz dziecka. Naciskając na klamkę próbuje otworzyć drzwi. Zamknięte. Bierze rozpęd i wskakuje do środka przez rozbitą swoim 70 kilogramowym ciałem szybę. Czuje ogromny ból kaleczonych przez szkło łap i głowy. Nie zważając na to i krwawiąc obficie, wyciąga spod przypalonego futra Ramzesa ciągle przytomnego Stasia i wyciąga go na zewnątrz przez rozbite okno. 

Wskakuje jeszcze raz i czując coraz silniejszy ogień próbuje ratować Barbarę i Ramzesa. Gdy nieomal się poddaje, widzi otwierane przez leśnika drzwi. Razem wydostają ze środka kobietę ich życia i ciężko rannego przyjaciela Ramzesa. Zanim przybyła straż pożarna z budynku został tylko komin i resztki kaflowego pieca.

Ramzes dzięki szybkiej interwencji zawodowego żołnierza WOP, który był w cywilu weterynarzem – przeżył. 

Basia miała delikatne wstrząśnienie mózgu, ale po dokładnym badaniu i założeniu kilku szwów w lokalnym Ośrodku Zdrowia została skierowana do domu.

Potem wieczorem, już w leśniczówce, dwoje wzruszonych ludzi podeszło do Odysa i tuląc jego wielką głowę do swoich twarzy podziękowało mu za uratowanie życia Stasia. Obolały od noża, operacji, szycia i poparzenia Ramzes – dochodził do siebie w otoczeniu najwspanialszych przyjaciół pod słońcem.

Późnym latem leśniczy Piotr pojechał swoim wysłużonym jeep’em w miejsce spalonej Chaty Drwala. Na drugi dzień nad wejściem na teren posiadłości widniał napis – BASIÓWKA.

Następnie Piotr tuż obok zgliszcz swojej spalonej posiadłości uderzał z całej siły kilofem pod oznaczony wcześniej fundament nowego domu. 

Gdy wbił łopatę w glebę, aby wydobyć rozbite skały i głazy, usłyszał jakiś szum wokół. Zerknął. Ktoś z wioski robił to samo co on. Za chwilę było ich kilkunastu a za chwilę jeszcze więcej i więcej…

Tuz przed zimą nowa chata na terenie Basiówki stała gotowa na przyjęcie gości…

CDN.

Autor: Wiesław Makuch