Odys cz. V

Byli w pułapce. Wiedział co to znaczy, wiedział, że jeśli nie wyprowadzi swojego stada z pułapki, to jutro skoro świt mogą wszyscy zginąć. 

Zobacz: Wilcze opowieści cz. 4

Tuż obok niego kroczyła nie mniej zmartwiona samica Alfa, a za nią dalsi członkowie wilczej rodziny.

Nagonka i polowanie

Zatrzymali się słysząc pohukiwania naganiaczy. Wilki pędziły w przeciwnym kierunku nieświadome, że idą na śmierć od wilczego śrutu, czekającego na nich w drżących z emocji myśliwskich dubeltówkach. Tuż przed wzgórzem, gdzie zastawiono śmiertelną zasadzkę usłyszeli ciche -„fuf”. Zaskoczeni zobaczyli ogromnego wilka z jeszcze większym psem. 

Fladry zostały przegryzione mocnymi zębami psio-wilczego duetu wskazując im miejsce ucieczki ku wolności. Pędząc zaśnieżonym potokiem słyszeli za sobą oddechy ich wybawców. 

Będąc w bezpiecznym miejscu wilczy wódz stanął na wzniesieniu i używając mowy ciała, przekazał Odysowi i Ramzesowi podziękowania za uratowanie życia.

Wieczorem leśniczy Piotr otrzymał bardzo nieprzyjemny telefon od organizatora polowania, który idąc śnieżnym tropem odkrył kto stoi za sprawą wyprowadzenia wilczej watahy z ofladrowanej pułapki. 

To były ślady wilka i psa – krzyczał do telefonu – odpowie pan za to panie leśniczy. Wiem, że tylko pan ma taki duet. To byli dewizowi myśliwi. Odjadą teraz z niczym i nie zostawią cennych dewiz dla naszego kraju.

– Szanowny panie – odpowiedział leśniczy – teren, o którym pan mówi nie należy do mojego leśnictwa. Na moim terenie obowiązuje zakaz polowań na wilki. Nie dbam o to kim pan jesteś. Pański ton jest chamski. Nie będę z panem więcej rozmawiał. Żegnam.

Wzburzony leśnik podszedł do barku i zapytał przysłuchującej się rozmowie Barbarze czy ma ochotę na coś mocniejszego. Ta podeszła i zapytała, czy ma coś z bąbelkami. Wskazał jej dolną półkę, gdzie dumnie stało kilka butelek Dom Perignon. Huk otwieranej butelki przygonił Odysa i Ramzesa ciekawych co się stało. Obaj stojąc na tylnych łapach oparli swoje przednie łapy o ramiona leśnika liżąc go bezlitośnie po twarzy. 

– W porządku chłopaki nic mi nie grozi. To tylko szampan.

Barbara z rozczuleniem patrzyła na te dwie potężne bestie leżące teraz u stóp Piotra. W ich oczach była miłość i zaufanie.

Niespodziewany gość

Okres przedświąteczny Bożego Narodzenia roku 1978 został przywitany wielkimi opadami śniegu i potężnymi mrozami. Ponad metrowe zaspy i minus 35 stopni skutecznie wstrzymało rodzinne wizyty, a nawet leśne prace. Komunikacja mocno kulała i oprócz kolei niewiele było możliwości na przemieszczenie się gdziekolwiek. Tuż po zapadnięciu zmroku na bieszczadzkiej leśniczówce rozległ się dzwonek telefonu.

To ja, Barbara – rozległo się w słuchawce – przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałam ci zrobić niespodziankę. Utknęłam w Komańczy na dworcu PKP…

– Ok, będę za godzinę – odpowiedział leśnik.

Barbara wyciągnęła z ogromnego plecaka termos z zimną już herbatą i upiwszy łyk pogrążyła się w rozmyślaniach. Po uratowaniu jej przez wilczo-psi duet i leśnika i spędzeniu dwóch tygodni w miejscu, o którym nawet nie myślała, że może istnieć, wróciła na uczelnię, aby zdać egzaminy. Świąteczna przerwa sprawiła, że chciała znaleźć się tam znowu. 

Coś ciągnęło ją do tego magicznego miejsca. Nie zważając na prognozę pogody i okrutne zimno, po dwóch dniach męczącej podróży utknęła w malowniczej miejscowości położonej nad rzeką i otoczonej bieszczadzkimi górami.

Wahadłowe drzwi poczekalni dworcowej zostały pchnięte z niezwykłą siłą i ukazały się w nich dwie bestie wesoło machające ogonami. Odys i Ramzes podeszli do znajomej im dziewczyny i radośnie polizali ją po twarzy. Polubili ją. Za chwilę wkroczył człowiek lasu cały zasypany śniegiem i zmartwionym głosem zapytał:

– Czy coś się stało?

– Tak, stało się – zatęskniłam za wami.

Mężczyzna uśmiechnął się i otrzepując śnieg z brody ukłonił się nisko, oznajmiając:

– o pani, rumaki czekają.

Na zewnątrz przywiązane do drzewa stały dwa wierzchowce leśniczego – koń Bucefałek i osiołek Jędruś.

Nowa przyjaźń

Stojący na górze zwanej Mogiła wódz wilków w otoczeniu swojej watahy z uwagą obserwował poruszającą się poniżej karawanę. Przodem szedł ogromny pies przypominający niedźwiedzia, tuż za nim kroczył człowiek prowadzący za uzdę konia z pasażerem na grzbiecie, za nimi podążał osioł z bagażami na plecach a pochód zamykał strzegący karawany wielki wilk. 

Wódz wilków zawył przejmująco informując swojego oswojonego przez człowieka brata, że są bezpieczni. Od chwili, gdy Odys i Ramzes uratowali jego stado ze śmiertelnej pułapki zostali ostrożnymi wobec siebie przyjaciółmi.

Zauroczenie

Koń i osiołek napojeni przystąpili do chrupania smacznego obroku w ciepłej stajni. Za chwilę dołączyła do nich wiecznie głodna Łaciata i oswojona sarna na trzech nogach. W leśniczówce rozległ się wystrzał korka od szampana. 

Odys i Ramzes jak zwykle popędzili na ratunek, ale w drzwiach salonu zatrzymali się wpół kroku. Ich człowiek trzymając w rękach dwa kielichy z musującym napojem i dotykając się ustami z ich gościem stał bezczynnie, gdy spadał ręcznik z mokrych włosów ich gościa. Ba, ich człowiek nie uczynił nic, gdy na podłogę opadł szlafrok.

Odys i Ramzes wycofali się dyskretnie czując podświadomie że szykują się wielkie zmiany w dotychczasowym samotnym życiu ich człowieka w zielonym mundurze leśnika…

Czy przeczucie ich nie zawiedzie?

Zobacz: Wilcze opowieści cz. 6. Oświdczyny

Autor: Wiesław Makuch