Odys cz. III

Stateczny Odys często padał wieczorem ze zmęczenia będąc psim opiekunem na cały etat.

Wilcze opowieści cz. 2

Bywało, że gdy tylko ich przyjaciel w zielonym mundurze wracał z lasu, Odys wymykał się cichaczem do stajni i zagrzebywał w sianie przeznaczonym dla konia lub osła, aby choć chwilę odpocząć od żywego jak iskra Ramzesa. Któregoś ranka obudziły go głośne krzyki leśniczego, który w wyjściowym mundurze pędził w jednym bucie za uciekającym przez podwórko szczeniakiem trzymającym w zębach drugiego buta:-Zastrzelę tego małego diabełka.

Daje słowo, że załaduję dubeltówkę kaczym śrutem i zastrzelę cię nędzny huncwocie. Ramzes oddaj buta, przez ciebie spóźnię się na naradę w nadleśnictwie …

Dopiero interwencja Odysa sprawiła, że ośliniony i z odgryzionym „językiem” but trafił do właściciela. Leśnik ubrał szczenięce trofeum, popatrzył na widoczną zieloną skarpetę w dziurze gdzie powinien być „język”, mruknął coś pod nosem, machnął ręką i wskoczył do swojego gazika krzycząc przez uchyloną szybę – Odys, pilnuj tego małego czorta , ja wrócę za kilka godzin.

Oczywiście to, że leśniczy wykonał kwartalny plan w 100% nikogo szczególnie nie zdziwiło. Jak to bywa w takich sytuacjach, jeden drobny szczegół odwrócił skutecznie uwagę od programu narady. Tym języczkiem uwagi był brak „języka” w prawym bucie jednego z ich kolegów. 

Rubasznym żartom i docinkom nie było końca… 

Z górki na pazurki

Mijały tygodnie. Ramzes rósł jak na drożdżach. Późną jesienią półroczny już szczeniak wybiegł na podwórko i oniemiały wypuścił na chwilę z zębów obgryzany właśnie drewniany tłuczek do mięsa. Było biało. Ze zdumieniem patrzył, jak Odys pędzi w górę trzymając w pysku plastikowy worek po paszy dla osiołka. Kilkanaście metrów dalej olbrzymi wilk usiadł na worku i z wywalonym radośnie ozorem pędził w dół, aby zatrzymać się tuż przed werandą. 

Ramzes dołączył do tej zabawy i za chwilę obaj, z nieco dalszej wysokości, pędzili w dół siedząc na jednym worku. Za chwilę zobaczyli jak ich człowiek ciągnie za sobą sanki w najdalszy punkt – tuż przy ostatnim słupku ogrodzenia. 

Usadowili się wszyscy. Leśniczy trzymał z przodu Ramzesa, a z tyłu Odys obejmował go za szyję. Pooojeeechaaaali …Swoim ślizgiem sprawili, że biały puch wzbił się w powietrze. Zawrotna prędkość została zatrzymana nagle przez niewidoczny w śniegu wielki kamień. Rozległ się trzask łamanej płozy i zgodnie z prawami fizyki wylądowali z hukiem na werandzie, polecieli dalej przez wyłamane drzwi i zatrzymali się na stojącym w korytarzu wieszaku na ubrania. 

Wydostawszy się spod sterty ubrań ze zdumieniem obserwowali jak ich człowiek rechocze radośnie rozcierając guza na głowie. –Kocham was moje psubraty – i przytulił ich uśmiechnięty do siebie. Lizom i czochraniu futer nie było końca…

Zimą człowiek często zabierał swoich psio-wilczych przyjaciół do lasu. Uczył ich czytać/wąchać tropy zwierząt, pokazywał, gdzie są potoki i gdzie jest gawra niedźwiedzia do której zakazał im się zbliżać. 

Drwale pracujący w leśnictwie doskonale znali Odysa. Wiedzieli, że ten olbrzymi wilk jest łagodny jak baranek , pod warunkiem że nikt nie zagraża leśniczemu. Wtedy zamienia się w bestię. 

Mały złodziejaszek

Bardziej niepokoił ich ten wyrośnięty szczeniak – Ramzes. Potrafił wywęszyć wszystko. Wielu z nich musiało obejść się ze smakiem zaglądając do torby z drugim śniadaniem. Ramzes już tam zaglądał. Pusto. Szybko się nauczyli, że bezpieczniej jest wieszać swój posiłek wysoko na gałęziach. Jednak i tu spotykała ich niespodzianka w postaci rozdartych i pustych toreb. Jeden z drwali przypadkiem zauważył, jak powinna wyglądać współpraca. 

Odys stawał pod wybraną torbą, a Ramzes stając na jego szerokich plecach, bez trudu ściągał smaczne kanapki na ziemię. Geniusze? To człowiek nauczył ich myśleć. 

Pod koniec zimy Odys znów poczuł zew wilczej krwi, jednak tym razem w jego okolicy nie było żadnego wilczego stada. Często na samotne wypady do lasu zabierał ze sobą swojego psiego przyjaciela. 

Szwendając się bez celu po lesie usłyszał miauczenie swojego naturalnego wroga – rysia. Szybko zorientował się, że Ramzesa nie ma już przy nim. Popędził w kierunku odgłosów, aby w ostatniej chwili uderzyć zębami w bok atakującego jego psiego przyjaciela, bieszczadzkiego „tygrysa”. Krótko ogoniasty „kot” zrejterował widząc potężnego obrońcę, gotowego na walkę na śmierć i życie w obronie przyjaciela. Nastało kolejne już lato w życiu Odysa. Był statecznym i zrównoważonym psem, a raczej udomowionym, bo wychowanym od szczeniaka wilkiem. Wszystko to jednak brało w łeb, gdy roczny już Ramzes postanowił się co nieco „zabawić”.

Ramzes rozrabiaka

Wracając z tradycyjnej już psio-wilczej włóczęgi po lesie Ramzes zauważył kilkadziesiąt krów, byków, cieląt i kilka koni pasących się na ogrodzonej kilkuhektarowej łące. Odys czując instynktownie jego zamiary próbował go zatrzymać. No i właśnie o to chodziło naszemu hultajowi. Bydło widząc pędzącego w ich kierunku wielkiego wilka ruszyło do ucieczki. Solidne drewniane ogrodzenie złamało się jak zapałka pod naporem setek racic i kopyt. Spłoszone stado pędziło w kierunku wioski. 

wilcze-opowiesci-uciekajace-stado-koni
Fot. Pixabay Miguel Munoz

Mieszkańcy osady leśnej stanęli w kolejce po niezbędne do życia produkty. To tu, pod sklepem odbywało się ich życie towarzyskie. Byli szczęśliwi, bo na zakupach był sołtys i leśniczy – dwie najważniejsze osoby w ich osadzie. Rozmawiali, pili oranżadę prosto z butelki a niektórzy popijali piwo. Właśnie była dostawa towaru. Sielankowy nastrój przerwał niespodziewany grzmot. Zaskoczeni spojrzeli w niebo. Było czyste. Zdziwieni zerkali po sobie skąd ten coraz głośniejszy grzmot? Ci co bystrzejsi zobaczyli pędzące środkiem drogi dwa dorodne byki gospodarza Sęka. Za nimi z tumanu kurzu wyłaniały się krowy i cielęta. Pędziły w panice jak szalone, niszcząc wszystko co stanęło na ich drodze. 

Pół setki wystraszonych zwierząt pędziło w niewiadomym kierunku przez środek osady. Leśniczy powoli ściągnął z ramienia swoją torbę/raportówkę i wraz z marynarką munduru dał do potrzymania sołtysowi. Z tumanu kurzu wyłoniły się pędzące konie, za nimi nie kto inny jak Ramzes z radośnie wywalonym ozorem, a na końcu Odys usiłujący zatrzymać szalonego psa. Leśniczy biegnąc obok galopującego konia złapał go za grzywę i w biegu wskoczył na jego grzbiet. Złapał za kantar i kierując nim oraz kolanami zmusił konia do skrętu w prawo. Gwizdnął i krzyknął – Odys, Ramzes za mną – popędził w górę stoku. 

Przeganianie stada

Chciał przeciąć drogę ucieczki stada jadąc na skróty. Udało mu się. Jadąc z boku stada kierował je w kierunku swojego ogrodzonego pastwiska, gdzie królował jego koń Bucefałek i osiołek Jędruś. Na szczęście szeroka brama był otwarta. Gwizdnął na swoich psio-wilczych przyjaciół nakazując im iść do domu, a następnie zamknął bramę, trzymając razem powoli uspokajające się już stado. Przesiadł się na Bucefałka i pojechał do osady po pomoc. Powrót stada do swojej siedziby odbył się bez przeszkód. 

Gospodarz Sęk dostał asygnatę na drewno, aby mógł zreperować swoje ogrodzenie. Odys i Ramzes dostali stanowczy zakaz zbliżania się do stada krów i życie w tej niewielkiej bieszczadzkiej osadzie znów wróciło do normy. Co prawda jeszcze długo rozprawiano o córce Bronka Szumilasa – pięknej Zochnie, która idąc drogą i chcąc uciec przed stadem na swoich wysokich jak Himalaje szpilkach, wpadła do przydrożnego rowu ukazując mieszkańcom osady niczym nie zasłonięte „kino”… 

Wilcze opowieści cz. 4

CDN

Autor: Wiesław Makuch