Jakież było jego zdziwienie, gdy zobaczył grupę ludzi krzątających się po obejściu gajówki. Byli to mieszkańcy leśnej osady, którzy odmalowali mieszkanie, naprawili płot i dach na stodole z oborą, w której radośnie muczała łaciata krowa – prezent od wszystkich pracowników nadleśnictwa. W kurniku gdakało kilka kur z karmazynowym kogutem na czele.

Wilcze opowieści: cz. 18. Straszna śmierć

Podszedł brygadzista drwali Stach i ściskając dłoń Krzysztofa powiedział głośno – To dla ciebie na początek. Czekaliśmy tu na ciebie i wierzyliśmy, że kiedyś wrócisz. Nic nie mów, dla nas jesteś bohaterem. Witaj w domu. 

Wzruszony Krzysztof ściskał po kolei szorstkie dłonie drwali, gospodyń i mieszkańców ich leśnej osady. Dopełnieniem radosnego powitania byo pojawienie się starego wozaka Jóźwiaka z utykającym gniadym koniem. 

– Dostał ochwatu, w mojej robocie jest bezwartościowy. Jeśli pan go wyleczy to należy mi się pół litra czystej, jeśli nie to niech pan go zastrzeli. 

Krzysztof wziął za uzdę wystraszonego konia, przytulił policzek do wilgotnych chrap, pogłaskał po szyi i wyszeptał – wyleczę cię, znam się na tym.

Radość z powrotu Krzysztofa

Wieczorem na werandzie u leśniczego Piotra było bardzo gwarno. Witano Krzysztofa jak kogoś kto wrócił z dalekiej podróży. Gdy dzieci ułożono do snu i na werandzie zostali tylko dwaj leśnicy popłynęła opowieść o walce z ZOMO, uwolnieniu skutych kajdankami rąk ucieczce z ZOMO-wskiej nyski z kałasznikowem zabranym jednemu z oprawców, wspaniałej reakcji przejeżdżającej samochodem nauczycielki, która perswazją, szantażem i łzami wymusiła na swoim mężu – wojskowym lekarzu, aby uratował bohaterskiego leśnika wcielając go do wojska. Tam jako były żołnierz „czerwonych beretów” uczył wojsko walki wręcz.

Podeszły ich żony przytulając się do swoich mężów.

– Jak to dobrze, że znowu jesteśmy razem – wyszeptała Barbara. Zamilkli wszyscy, bo do ogrodu z tyłu werandy wkroczył wilk Odys. Nowofunland Ramzes leżący do tej pory u stóp Krzysztofa podniósł głowę wskazując mu, że za krzewem rododendrona coś lub ktoś się czai. 

Mały Ares

Mężczyzna ze zdumieniem stwierdził, że mały wilczek jak strzała pomknął do Odysa i usiadł pomiędzy jego dwoma łapami. Widać było wyraźne podobieństwo dużego i małego wilka.

-Tak, masz rację – to syn Odysa. Jeszcze nie ma imienia, ale myślę, że już wkrótce je znajdziemy.

-Ares – odpowiedział Krzysztof – to piękne imię greckiego boga wojny. Myślę, że byłoby idealne dla tego małego wilka…

Leśniczy Jan niespodziewanie szybko wracał do zdrowia. Lekarze byli zdumieni jego coraz lepszymi wynikami. Jan już wiedział, że będzie coraz lepiej. Jego życie nabrało sensu. Jego przyjaciel Piotr znalazł kogoś kto zastąpi go godnie, gdy on już odejdzie na emeryturę. Zaopatrzony w lekarstwa i instrukcje jak dalej żyć po zawale serca wysiadł przed furtką leśniczówki Piotra.

Szczęśliwa Nora

Przybył po swoją starą przyjaciółkę – wyżlicę Norę, która na czas jego pobytu w szpitalu mieszkała gościnnie w leśniczówce w Bieszczadzkiej Dolinie. Nora, gdy go zobaczyła zaczęła skuczeć żałośnie z pretensją w głosie -gdzie byłeś, dlaczego mnie zostawiłeś – po czym radosnymi skokami rzuciła się w ramiona swojego ludzkiego przyjaciela. Zdumiony Jan zobaczył, że jego wierna wyżlica ma łzy w oczach na jego widok. Były to jednak łzy radości. Lizom, głaskaniu, piszczeniu i przytulaniom nie było końca. 

Odys i Ramzes powitali go jak starego znajomego. Mały Ares wychynął zza krzaka agrestu patrząc z zaciekawieniem na człowieka – ja ciebie znam mały wilczku, ty jesteś syn Odysa i Lupity. Obserwowałem was od początku. Gdzie twoja matka?

– Nie żyje – usłyszał tuż za sobą głos Piotra- zabili ją hodowcy owiec. Zabili jeszcze dwójkę małych wilczków. Aresa uratował Odys. Jak miło widzieć cię znowu Janie…

Spokój w Bieszczadzkiej dolinie

Zycie w Bieszczadzkiej Dolinie wracało powoli do normy. Po drugiej stronie doliny Krzysztof wił swoje rodzinne gniazdko z żoną Marysią i ukochaną córeczką Zosią. 

Dary/prezenty ofiarowane przez mieszkańców leśnej osady przynosiły efekty. Krowa dawała mleko, a kury znosiły jajka. Podarowany koń z ochwatem szybko został wyleczony przez Krzysztofa.

Któregoś dnia pod dom wozaka Jóźwiaka podszedł koń z człowiekiem w zielonym mundurze na grzbiecie. Człowiek ów dzierżąc butelkę z przezroczystym napojem wszedł do mieszkania wozaka i dając mu ową butelkę powiedział – zgodnie z umową, koń wyleczony – butelka dla pana. 

Mało tego, obiecuję panu butelkę co miesiąc dopóty dopóki będzie on żył .

Leśniczy Piotr z Barbarą i małym Stasiem kupili kilka owiec i kóz i opieka nad nimi zajmowała im mnóstwo czasu. Odys z małym Aresem znikali na całe dnie w lesie, a całego obejścia pilnował pies-niedźwiedź nowofundland Ramzes.

Leśniczy Jan codziennie, kawałek po kawałku pokazywał leśnictwo swojemu następcy. Krzysztof zaczął nowe porządki od zmiany diety Jana. Swoimi metodami zniechęcił Jana do spożywania jakichkolwiek konserw, które od śmierci żony stanowiły jego główne pożywienie i pośrednio były przyczyną ataku serca. 

Wyżlica Nora bardzo się cieszyła z powrotu swojego pana, nowego pana, pana pełnego życia.

Koniec stanu wojennego

Nowy Rok 1983 powitano bardzo hucznie. W „Basiówce” leśniczego Piotra zjawiali się coraz to inni goście. Czekano na ten dzień bardzo długo. 31 grudnia ogłoszono zniesienie stanu wojennego w Polsce. Ostatnia grupa więźniów politycznych byłego komunistycznego systemu wracała do domów.

Radości i śpiewom nie było końca.

O północy zadzwonił telefon. Dzwonił „Pierwszy elektryk” i na koniec rozmowy powiedział – „Niech żyje Polska” – niech żyje, niech żyje… odpowiedziało echo.

Odys usłyszał samotne wycie wilka. Wiedział doskonale kto tak wyje. Szukał swojego synka Aresa, ale nie mógł go znaleźć. Dochodząc do brzegu polany zauważył swoją zgubę. Jego wilczy synek witał się z wilczym wodzem – swoim dziadkiem. Zrozumiał, że wódz wilków szykował Aresa na swojego następcę. 

Niechętnie zostawił swojego synka w watasze jego dziadka. Półroczny Ares dorównywał wzrostem dorosłemu wilkowi. Niedługo syn przerośnie ojca. 

Ale o tym w następnym odcinku…

Autor. Wiesław Makuch