Owszem pilnował bardzo dobrze trójkę maluchów, gdy matka była zajęta zdobywaniem pożywienia. Leśniczy Piotr nie nauczył go polować, nie pokazał mu jak być dzikim zwierzęciem, nie pokazał, jak być wilkiem. 

Wadera często zapuszczała się w dalsze rejony, a gdy nic nie upolowała to zaglądała do watahy jej ojca – wodza wilków. Tam zawsze było coś do zjedzenia. Po jakimś czasie odkryła, że bardzo łatwo jest upolować owce. Obserwowała z ukrycia i czekała na dogodną sytuację. 

Zobacz najpierw: 16 część Wilczych Opowieści

Gdy słyszała głośne chrapanie zmęczonego nudną pracą człowieka, wyskakiwała z ukrycia i w kilku susach dopadała upatrzoną wcześniej ofiarę. Zanim mężczyzna pozbierał wystraszone stado, ona znikała bezgłośnie w zaroślach i połykając wielkie kęsy świeżego mięsa przynosiła je w swoim żołądku wiecznie głodnym szczeniętom. Do zagrzebanej i zamaskowanej owczej tuszy wracała jeszcze kilkakrotnie do czasu aż zostawały tylko kości.

Odys gościem w leśniczówce

Odys sporadycznie bywał na leśniczówce. Wpadał jak po ogień. Witał się z Ramzesem, z koniem i osiołkiem, przytulał się do Piotra jak za dawnych czasów, witał się ze swoim ulubieńcem 2-letnim Stasiem i jego mamą Barbarą. … Zawsze delikatnie otwierał drzwi, gdzie spała mała Zosia. Podchodził do niej i czule lizał po policzku. Przytulał się do jej mamy Marysi dając jej do zrozumienia, że teraz też wie co to znaczy być rodzicem. Wychodząc stawał przed Piotrem prosząc o jakiś kęsek dla swoich dzieci. Zawsze otrzymywał. 

Życie w bieszczadzkiej dolinie wracało na swoje miejsce. Leśniczy Piotr, jego żona Basia, ich syn Staś i ich najukochańsze na świecie zwierzaki stanowiły rodzinę dla Marysi i jej kilkumiesięcznej córeczki Zosi. Od pamiętnego grudnia 1981, gdy jej mąż Krzysztof został aresztowany przez ZOMO, ona będąc w kilkumiesięcznej ciąży, wyrzucona z pracy i hotelu pracowniczego zapukała nieśmiało do drzwi bieszczadzkiej leśniczówki, do miejsca, gdzie jej Krzysztof poprosił ją o rękę. 

Od tego czasu te dwie kobiety wspierały się wzajemnie jak najlepsze siostry. Gdy Piotr wrócił z internowania, Marysia powiedziała, że nie chce być dla nich ciężarem i wróci do swojej matki mieszkającej na podrzeszowskiej wiosce. Piotr i Barbara stanowczo zaprotestowali. Do chóru protestujących dołączył Staś z dwoma psio-wilczymi olbrzymami.

– Krzysztof jest naszym przyjacielem – zaczął Piotr- zaczekajmy na jego powrótZapewniam cię, że będzie mu bardzo miło, gdy wróci. Wiemy, że jest w wojsku, wiemy, że tęskni i ja…, i ja wiem, że ten koszmar kiedyś się skończy. Zostajesz z nami i jeśli szukasz potwierdzenia moich słów to zapytaj Odysa i Ramzesa, a najlepiej Stasia.

– Ciocia żosztaniesz? – wychrypiał chłopiec.

– Zostanę. Jesteście najwspanialszymi ludźmi jakich znam. Kocham was.

Leśniczy Jan

Sierpniowy poranek pełen radosnego śpiewu ptaków zaczął się niefortunnie dla leśniczego Jana. Wstał rano już jakiś nieswój, czuł, że coś się dzisiaj wydarzy. Wyruszając na obchód swojego rozległego terenu zapomniał włożyć kanapek do swojej torby-raportówki. Mieszkał sam. Jego ukochana żona postanowiła odejść po kilku latach walki z wielką boleścią zwaną przez lekarzy rakiem.

Odeszła cicho w nocy, podczas snu. O tej smutnej chwili poinformowało go głośne i pełne bólu wycie ich ukochanej wyżlicy Nory. Po smutnej ceremonii pogrzebowej podszedł do niego Piotr, jego przyjaciel z sąsiedniego leśnictwa. Bez słów przytulił go do siebie i zapłakał razem z nim. Bo od tego są przyjaciele…

Tuż przed najwyższym słońcem dnia wódz wilków z niepokojem obserwował człowieka z psem. Wyszli z lasu na wielką polanę. Człowiek co chwilę przystawał i zatrzymywał swoją dłoń w okolicach swojego serca. W pewnym momencie pochylił się nad psem, przyklęknął i zanim stracił przytomność wyszeptał – Nora…, biegnij… do Piotra…po pomoc… 

Piotr stanął na skraju lasu, uniósł się w strzemionach siodła i bacznie obserwował obrzeże swojego leśnictwa. Pies-niedźwiedź nowofundland Ramzes płoszył okoliczne bażanty, jarząbki i lisy. Tuż za wielką leśną polaną zaczynał się teren jego przyjaciela Jana. 

Na ratunek leśniczemu

Już z dala zauważył radośnie pomykającą wyżlicę Norę. Nagle przystanęła. Piotr zauważył przez lornetkę jak Jan łapie się za serce i powoli osuwa się na ziemię. Popędził swojego konia i po minucie był przy nieprzytomnym leśniku. Nie wyczuł pulsu. Błyskawicznie przystąpił do reanimacji. W czasie uciskania serca krzyknął do Ramzesa -raportówka. Ten w sekundzie zorientował się o co chodzi i po chwili torba z radiotelefonem leżały w jego zasięgu. Zgłosił sytuację do bazy i do leśniczówki. Basia odpowiedziała – zadzwoniłam po karetkę.  Helikopter z Sanoka będzie za pół godziny. Piotrze ratuj go …

Po 25 minutach pilot helikoptera znalazł na mapie leśne wydzielenie, czyli oddział 164 g i gładko wylądował na polanie.  Lekarz -ratownik dotknął mokrego od potu ramienia człowieka w zielonym mundurze, mówiąc – przejmujemy go…  Z góry obserwowali jak leśnik -ratownik, jego koń i dwa psy patrzą na unoszący się do góry helikopter. 

Trzy dni później cudem uratowany Jan, ściskał w podzięce dłoń wzruszonego Piotra.

– Dzięki tobie dostałem drugie życie. Moja wyżlica Nora to staruszka i pewnie serce by jej pękło gdybym odszedł przed nią.  Dziękuję, że oszczędziłeś jej tego….

Uścisnął dłoń Piotra i to wystarczyło.  Mężczyźni nie potrzebują wielkich słów, aby okazać to co czują.

Czy Piotr dostanie drugie leśnictwo?

Do chwili powrotu Jana ze szpitala jego Nora zamieszkała na leśniczówce Piotra, który na ten czas został mianowany na leśniczego dwóch leśnictw o obszarze prawie 4,5 tysiąca hektarów. 

2 tygodnie później Jan zawitał do Piotrowej leśniczówki przynosząc smutną wiadomość. – Lekarz powiedział, że muszę wziąć roczny urlop zdrowotny, a ja przecież za rok idę na emeryturę. Piotrze pomóż mi…

Leśniczy Piotr zapoczątkował łańcuch dobrej woli i chęci pomocy. Tydzień później rezerwista-żołnierz-gajowy służący w wojsku został wezwany do dowódcy batalionu rozpoznawczego. Bardzo mi przykro, że muszę wam to powiedzieć plutonowy. Idziecie do cywila. 

Co zrobi gajowy-żołnierz Krzysztof? Nietrudno się domyśleć, jednak o tym w następnej części. 

Ciąg dalszy: Wilcze opowieści cz. 18. Straszna śmierć

Autor: Wiesław Makuch