Tej ostatniej nie było wiele. Co prawda zapasy warzyw i owoców były dosyć duże, ale nie to martwiło kobiety. Obawiały się, że nie będą miały czym karmić Odysa i Ramzesa. Powodem przeprowadzki było domowe centralne ogrzewanie i telefon, który służył mieszkańcom leśniczówki i leśnej osady. 

Stan wojenny. Zima 1982.

Leśniczy Piotr zanim został aresztowany, zostawił szczegółowe wytyczne dla brygadzisty brygady drwali. Jędrek ze spokojem podszedł do swojej nowej funkcji. Wszystko zaczęło działać tak jak za rządów ich leśniczego.

Zobacz też. Wilcze opowieści cz. 13.

Wieczorem pod drzwi leśniczówki podjechały sanie kierowane przez sołtysa osady. Zaczął znosić to co udało mu się zebrać od biednych mieszkańców wioski. Było coś też dla wilka i psa. Cały kosz zamarzniętych kości z resztkami mięsa. Wszyscy chcieli pomóc żonie ich ulubionego leśniczego z synkiem Stasiem. Nie znali za bardzo żony gajowego Krzysztofa, ale wiedzieli, że skoro ich leśnik sam rzucił się z pięściami na uzbrojonych ZOMO-wców to musiał być ku temu jakiś konkretny powód. Czyn jego zaczął obrastać legendą i z upływem czasu liczba jego pokonanych przeciwników podwoiła się a nawet potroiła…

Krzysztof ocknął się w nysce pełnej ZOMO-wców. Leżał na podłodze. Nie mógł otworzyć jednego oka, ale drugim zdrowym widział kilka par czarnych wypastowanych butów. Delikatnie poruszył rękoma i poczuł ból w nadgarstkach. Był skuty kajdankami na plecach. Bolały go plecy i uda – efekt uderzeń zomowskich pałek. Czuł smak krwi w ustach.

Zapadał zmierzch. Niektórzy z oprawców zaczęli drzemać. Zauważył kawałek druta tuż obok pod ławką, na której siedzieli rządowi siepacze. To był jego ratunek. Na ostrym zakręcie niby bezwładnie przetoczył się pod zbawczy drut. Złapał mocno dłonią. Otwarcie kajdanek to była kwestia kilku sekund. Zobaczył światła większego miasta. Widok czubka mijanego pomnika uświadomił mu, że jest w Rzeszowie. Czekał na okazję.

Ucieczka Krzysztofa

Samochód zaczął zwalniać. Już wcześniej namierzył klamkę w tylnych drzwiach zomowskiej nyski. Stali na czerwonym świetle. Błyskawicznie kopnął w klamkę i wyskakując z samochodu wyrwał z dłoni pistolet maszynowy siedzącego najbliżej zomowca. Stojąc na ugiętych nogach wycelował w całkowicie zaskoczonych oprawców. – Do widzenia szczury. Odjazd.

Kierowca nie czekając na dalszy bieg wydarzeń i nie zważając na czerwone światło włączył „koguta” i ruszył z miejsca z piskiem opon.

Krzysztof odwrócił się. Kilka samochodów czekało nie ruszając z miejsca, mimo zielonego już światła. Mógł budzić strach. W samej koszuli pomimo 20 stopniowego mrozu, zakrwawiony z zapuchniętym i całkowicie niewidocznym okiem, nienaturalnie przekrzywiony i z karabinem w ręce. Jeden z samochodów podjechał tuż obok. – Niech pan wsiada. Jestem przyjacielem. Jestem nauczycielką. Mam na imię Krystyna…

– – – – – 

Leśniczy Piotr został internowany w jedynym z ośrodków rządowych w Bieszczadach. W Arłamowie. Nie bardzo rozumiał, dlaczego tu jest, dopóki nie wyjaśnił mu tego komendant obozu.

– Za udzielenie schronienia liderowi opozycji itd., itp.

– Ależ obywatelu komendancie. Nie jestem politykiem i nie bardzo mnie to interesuje. Moje psy go znalazły, potrzebował pomocy i wymagał opieki – zrobiłem to. Uczyniłbym to dla każdego człowieka, nawet dla pana…

Któregoś zimowego popołudnia podczas więziennego spaceru Piotr usłyszał wilcze wycie. Zrozumiał jego sens. Za chwilę więźniowie, czyli współtowarzysze spaceru zobaczyli jak człowiek w zielonym mundurze zadziera głowę do góry i odpowiada wilkom. Ciarki przeszły po plecach niektórych internowanych i strażników. Dwa dni później Piotr otrzymał wilczą odpowiedź

Ludzki szczeniak, pszeniczna samica i ludzka samica w ciąży – bezpieczne. Ludzki szczeniak zna nasz język tak samo jak i jego ojciec. 

Piotr zawył i przekazał wiadomość swoim wilczym towarzyszom. Na drugi dzień przyszła wiadomość. Twój ludzki szczeniak tęskni za tobą…

Współwięźniowie czekali na odpowiedź.

Kolejna część już jest: Wilcze opowieści cz. 15

Autor: Wiesław Makuch