Po jakiejś chwili wyczuł ruch od strony pobliskiego lasu. Trzech mężczyzn skradało się krótkimi skokami. Skryli się za wielkim stogiem słomy i za chwilę dwaj przyczajeni mężczyźni podbiegli pod ganek leśniczówki. W tym samym czasie Ramzes zauważył skradającego się człowieka z dubeltówką w kierunku tylnych drzwi budynku. Rozpoznał go. Był to gajowy Krzysztof. 

Przeczytaj: Wilcze opowieści cz. 10. Ukryty bunkier

Podczołgał się do człowieka pokazując mu głową, że mają intruzów. Ten delikatnie nacisnął klamkę drzwi. Były zamknięte. Potężne psisko pokazało nosem w kierunku donicy z rododendronem. Krzysztof namacał klucz i otworzył delikatnie drzwi. Wślizgnęli się w chwili, gdy ktoś gwałtownymi kopnięciami frontowych drzwi włamywał się do środka. Krzysztof bez wahania wypalił z dwururki.

Załadował szybko i wystrzelił jeszcze raz. Rozległy się krzyki rannych bandytów. Wyskoczył na zewnątrz, krzyknął –Ramzes pilnuj- i zbiegł do piwnicy. 

– Pani Basiu zdążyłem.

– Ach, nawet nie wiesz jak bardzo zdążyłeś.

Poprzez płacz wystraszonego Stasia usłyszeli przeraźliwy skowyt psa. Krzysztof szepnął – wracamy na dół.

– Nie tak szybko gagatku – usłyszeli cyniczny głos w drzwiach piwnicy. Gajowy pamiętał, że został mu nabój w prawej lufie. Odwrócił się gwałtownie chcąc wystrzelić z półobrotu. Napastnik jednak był szybszy. Rozległ się głuchy strzał i dzielny leśnik osunął się powoli na piwniczne schody a na lewej stronie munduru rozlewała się coraz większa plama krwi. 

Barbara zasłaniając Stasia własnym ciałem próbowała wystrzelić do napastnika, ale w panice zapomniała odbezpieczyć broni.

– Oooo, cóż za ból, mężulek nie nauczył wszystkiego? – zakpił bandzior. Przeszedł okrakiem nad rzężącym gajowym i celując z pistoletu w głowę kobiety i na przemian w główkę Stasia, zastanawiał się głośno kogo zastrzelić najpierw.

Wendeta Chorała

– Zaczekaj – próbowała grać na zwłokę Barbara- zanim nas zabijesz powiedz mi, dlaczego?

– Dlaczego? – głośno powtórzył – a dlatego że przez twojego mężula i jego przeklętego wilka straciłem pracę w ministerstwie, straciłem prestiż, pieniądze i najadłem się wstydu. Nic do ciebie nie mam, ale jesteś żoną tego łajdaka i też musisz zginąć tak jak on. Żegnajcie. 

Zza pleców bandyty rozległ się tubalny głos:

– Celuję w twój durny łeb ChorałaOdłóż powoli broń, a być może przeżyjesz.

– Mam złe wieści dla ciebie panie leśniczy. Właśnie trzymam na muszce twoją żonkę i syna. Nawet jak strzelisz pierwszy ja zdążę zabić jedno z nich. Wybieraj.

– Nie masz szans człowieku. Na zewnątrz czekają na ciebie WOP-iści, milicja i grupa leśników z bronią w ręku. Nie masz szans – powtórzył Piotr.

– Jedyna moja szansa to twoja rodzinka. Gdy tamci odejdą, ja puszczę ich wolno.

Piotr zamilkł, bo wiedział, że może stracić żonę i synka. 

Wilk w obronie swojego „stada”

Bezszelestnie zjawił się szaro-bury przyjaciel leśniczego. Potężny wilk wcześniej dotknął nosem ciężko rannego psiego przyjaciela Ramzesa. Po wejściu do leśniczówki zobaczył patową sytuację. Odys nie był negocjatorem. Był obrońcą swojego wilczo-psio-ludzkiego stada. Zaatakował bez ostrzeżenia. Skoczył z góry wbijając swoje szczęki w kark napastnika. Rozległ się niekontrolowany strzał. Spory kawał tynku poleciał na posadzkę. Usłyszał komendę Piotra – Zostaw!

Po raz pierwszy nie chciał posłuchać. Usłyszał dziecinny głosik Stasia  – Odyś, kofam cię, ziośtaf…

Helikopter Pogotowia Ratunkowego z Sanoka zabrał ciężko rannego Krzysztofa, dwóch postrzelonych bandziorów i Chorałę z wielką raną karku i naderwanym uchem. Udzielili też pomocy rannemu Ramzesowi, który został szybko odstawiony do weterynarza. Przeżył. 

Miesiąc później bandyci wylądowali w więzieniu na długie lata.

Gajowy Krzysztof nieświadomie został sławnym pacjentem na szpitalnym OIOM-ie. Gdy zaczął odróżniać majaki od jawy, zobaczył nad sobą najpiękniejsze brązowe oczy w pielęgniarskim czepku. Czekała go jeszcze długa rehabilitacja, ale on już wiedział, że dla tych pięknych oczu gotów byłby zrobić wszystko. Nawet…

Ale o tym już w następnym odcinku, który na pewno się ukaże.

Zobacz: Wilcze opowieści cz. 12.

Autor: Wiesław Makuch