Wojna na Ukrainie nadal trwa. Coraz więcej uciekających przed tą tragiczną sytuacją ludzi jest wokoło nas. Spotykamy ich na ulicy, w sklepach a co niektórzy nawet ugościli ich w swoich domach. Pojawiły się krytyczne głosy odnośnie rzekomego „marudzenia” uchodźców na oferowaną przez nas pomoc. Nic bardziej mylnego. To nie „marudzenie” ani brak wdzięczności – to ogromna trauma i sygnały, które mogą wskazywać na zespół stresu pourazowego, który u każdego objawia się inaczej.

Miranda Korzeniowska, redaktor naczelna portalu Korso Sanockie rozmawiała z Janiną Sabat, psychologiem i seksuologiem sądowym, psychopatologiem, psychofarmakologiem.

Skąd się biorą te negatywne opinie, że uchodźcy wybrzydzają i inaczej reagują niekiedy na nasze odruchy troski i pomocy?

Jako ludzie jesteśmy różni, zatem i reakcje na konkretne sytuacje będą się różniły. Na to, w jaki sposób odbieramy sytuację kryzysową, mają wpływ różne czynniki, m.in. wiek, płeć, osobowość, kondycja psychiczna czy odporność na stres. Jedni będą się wycofywać i zamykać w sobie, inni będą się mobilizować, aby pomagać bardziej potrzebującym, jeszcze inni będą płakać i szlochać a kolejni wybuchną niekontrolowanym śmiechem.

Musimy mieć świadomość tego, że reakcje osób doświadczających sytuacji kryzysowych, wydarzeń traumatyzujących, będą różne, bo każdy z nas inaczej reaguje na stres i inaczej z nim sobie radzi.

Słyszymy takie opinie, że na przykład nie chcą nic jeść albo nie chcą rozmawiać z ludźmi, którzy niosą im pomoc, dlaczego tak jest?

Wcale mnie takie zachowania nie dziwią. Osoby uciekające przed wojną na Ukrainie, przede wszystkim, będą wykończone psychicznie i fizycznie. A to już jeden z czynników, który powoduje, że nie zawsze nasze reakcje są takie, jakimi byłyby w normalnej sytuacji. Będąc pod wpływem silnych stresorów, na przychylność innych możemy reagować agresją, wybuchami złości, gniewem, możemy wycofywać się i przyjmować postawę wsobną. Niemniej jednak każda osoba doświadczająca traumy potrzebuje poczucia bezpieczeństwa i obecności osoby, która zapanuje nad występującym chaosem.

Pamiętajmy również, że sytuacja, w której znajdują się Ukraińcy, może być dla nich krępująca, a na pewno jest trudna – zatem potrzeba czasu, aby przystosować się do obecnej sytuacji. Tego czasu potrzebują zarówno ofiary wojny jak i ludzie, którzy udzielają pomocy.

Wolontariusze muszą mieć świadomość, że każda z osób, której udzielają wsparcia, będzie reagowała inaczej i reakcję tę trzeba uszanować. Osoby udzielające pomocy muszą uważnie obserwować zachowania podopiecznych i niektórych z tych zachowań nie brać do siebie, gdyż są one efektem ostrego i przewlekłego stresu.

O czym rozmawiać z takimi ludźmi albo jakich tematów unikać?

Musimy pamiętać, aby nie narzucać tematu związanego z wojną – także wtedy, gdy bierzemy Ukraińców pod swój dach. Jeśli osoby, którym pomagamy, będą potrzebowały wyrzucić z siebie emocje związane z odczuwanym zagrożeniem życia, czy obawą o bliskich, same rozpoczną ten temat. Wówczas powinniśmy uważnie słuchać i unikać jakiegokolwiek moralizowania czy „dawania dobrych rad”. Wypowiedzi na temat samych wydarzeń, czy osoby Putina również nie są wskazane, ponieważ przywołują one silne i negatywne emocje, a to może doprowadzać do wtórnej wiktymizacji. Ukraińcy uciekli do Polski przed wojną, zatem dajmy im możliwość odpocząć od tego, co dzieje się w ich kraju.

Pamiętajmy, co bardzo ważne, aby nie składać obietnic na tematy, które od nas nie zależą. Do kobiety, której ukochany walczy za ojczyznę, nie mówmy: „na pewno wszystko będzie dobrze, wróci i będziecie szczęśliwi” – nie wiemy tego, więc nie możemy tego obiecać. Tego typu „pocieszanie” nie wniesie nic dobrego, a może spowodować, że dana osoba będzie miała do nas pretensje, czy jednak okaże się, że nie jest tak, jak obiecywaliśmy. Zamiast tego, czasami warto tylko posłuchać lub powiedzieć: „nie wiem, jak będzie, ale mam nadzieję, że będzie dobrze”.

Mam wrażenie, że ten stres i trauma udziela się nam wszystkim, czy Pani to zauważa?

Oczywiście, że tak i jest to zupełnie normalne. Skutki silnego, długotrwałego stresu odczuwać zaczną wszyscy. W niektórych przypadkach reakcja będzie natychmiastowa, ale u innych osób, skutki zaczną się ujawniać nawet po kilku latach i mogą przerodzić się w zespół stresu pourazowego. Wolontariusze i osoby biorące pod swój dach Ukraińców muszą mieć świadomość, że też narażone są na skutki silnego stresu – jego wystąpienie jest reakcją normalną i nie możemy mieć o to do siebie pretensji. Innymi słowy, aby pomagać innym, sami musimy być stabilni psychicznie.

Uchodźcy są w naszym domu, docierają do nich informacje z telewizji i mediów jak mogą reagować? Czego się wystrzegać?

Z tego miejsca apeluję do mediów, które bez przerwy piszą o liczbie ofiar na Ukrainie, lub w telewizji pokazują okrutne sceny z miejsc, gdzie toczy się wojna, o ograniczenie takiego przekazu do koniecznego minimum. Po pierwsze może to traumatyzować ofiary wojny, które potrzebują spokoju, a nie bombardowania ich trudnymi obrazami. Po drugie, możliwe, że odbije się to na nas wszystkich i doprowadzi do społecznej psychozy i/lub do problemów psychicznych poszczególnych jednostek.

Po mediach społecznościowych krążą zdjęcia rodzin, internautów, którzy goszczą u siebie uchodźców. Czy to jest dobry pomysł?

Dobre i niezwykle ważne pytanie. Drodzy Państwo, zdjęcia, które robicie sobie na pamiątkę, zatrzymajcie dla siebie, nie upubliczniajcie ich. Nawet gdy zapytacie swoich Gości o zgodę na upublicznienie, otrzymacie tę zgodę, co wynikać będzie z poczucia wdzięczności za otrzymaną pomoc. Sytuacja wojny doprowadza do potrzeby proszenia o pomoc, a jest to potrzeba bardzo intymna, zatem podarujmy sobie publikowanie zdjęć z osobami, które gościmy.

Źródło i zdjęcie główne: Miranda Korzeniowska / Korso Sanockie

Widzieli wojnę i zabitych ludzi Widzieli wojnę i zabitych ludzi Widzieli wojnę i zabitych ludzi