„Wstąpiłem tylko na obiad. Wyszedłem, jak zjadłem śniadanie". Miałem być w Przysłupiu czterdzieści minut. Tyle, ile zajmuje zjedzenie obiadu i wlanie kawy do kubka na drogę. Wyjechałem stamtąd następnego dnia, po śniadaniu i do dziś nie potrafię wskazać momentu, w którym ta decyzja zapadła. (...)