Od lat Zalew Soliński objęty był strefą ciszy, co wiązało się z zakazem używania silników spalinowych. Niestety, w ostatnim czasie Naczelny Sąd Administracyjny uchylił uchwałę Rady Powiatu Leskiego w tej sprawie, a sytuację momentalnie wykorzystali motorowodniacy. Na popularnym w sezonie letnim bieszczadzkim akwenie pojawiły się między innymi motorówki i skutery wodne. „Nie możemy sobie pozwolić na to, co się teraz dzieje” – zauważa Adam Piątkowski, wójt gminy Solina.

Zniesienie zakazu używania jednostek pływających z napędem spalinowym na Jeziorze Solińskim i Myczkowieckim budzi wiele kontrowersji. Za ciszą opowiadają się, zarówno turyści, jak i samorządowcy. Odwiedzający ten niezwykle urokliwy zakątek, zwany „bieszczadzkim morzem”, jak sami zauważają chcą wypoczynku w ciszy i spokoju, bez ryku silników spalinowych statków czy skuterów. Dotychczas ograniczenia nie obejmowały jedynie łodzi należących do policji, elektrowni Solina-Myczkowce, statków wycieczkowych, WOPR-u, straży rybackiej oraz dwóch mieszkańców: Henryka Victoriniego i Krzysztofa Brossa. Wszyscy pozostali użytkownicy łodzi mogli korzystać jedynie z silników elektrycznych.

Skutery i motorówki na jeziorze

Liczba jednostek, które mogły pływać po jeziorze była ograniczona do 12. Ta sytuacja nie spodobała się jednemu z lokalnych przedsiębiorców, który chciał przewozić turystów łodzią o napędzie spalinowym. W związku z tą sytuacją zaskarżył uchwałę rady powiatu leskiego i domagał się równego dostępu do działalności gospodarczej. Kilka tygodni temu Naczelny Sąd Administracyjny uchylił ją. Takie działania sprawiły, że momentalnie na tafli jeziora pojawiło się mnóstwo skuterów wodnych i motorówek. Młodzi ludzie niejako czekali na ten moment. W rozmowie z partnerskim portalem Korso Sanockie, Andrzej Olesiuk, starosta leski podkreślił, że trwają prace nad nową uchwałą, która pójdzie dalej niże te dotychczasowe.

Nie będzie ograniczeń w liczbie statków. Dopuszczone będą jedynie jednostki z silnikami elektrycznymi. Statki, które wcześniej pływały na silnikach spalinowych, też będą musiały dostosować się do tych nowych wymogów. Wyłączone z nich będą jedynie służby ratownicze

– wyjaśnia starosta.

Ogromne zagrożenie dla środowiska

Warto zauważyć, że zbiorniki soliński i myczkowiecki stanowią fundament rozwoju turystyki nie tylko lokalnie, ale również w skali regionalnej, pełniąc funkcję nie tylko rekreacyjną, ale również rezerwuarów wody pitnej dla mieszkańców, turystów i kuracjuszy odwiedzających Bieszczady. Priorytetem władz gminy Solina jest zapewnienie odpowiedniej jakości wód jezior. W tym celu konieczne jest konsekwentne podejmowanie szeregu skoordynowanych działań, które będą zapobiegać i eliminować negatywne oddziaływanie na środowisko naturalne.
Korzystanie z wód Jeziora Solińskiego i Myczkowieckiego przez jednostki o napędzie spalinowym niesie za sobą duże zagrożenie zanieczyszczenia substancjami ropopochodnymi, a z uwagi na skład chemiczny paliwa i właściwości toksyczne tych substancji stanowi zagrożenie dla życia i zdrowia.

Od lat nasze stanowisko jest niezmienne i jesteśmy za całkowitym zakazem pływania jednostek o napędzie silnikowym. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby działo się to, co teraz się dzieje na jeziorze. Te jednostki czy statki, które obecnie pływają, są już przestarzałe. Dzisiaj jeżeli chodzi o wartość takiej jednostki pływającej hybrydowej – o napędzie wodorowo – elektrycznym, nie są dużo droższe

– mówi Adam Piątkowski w rozmowie z Korso Sanockim.

Głos w sprawie zajął również Władysław Ortyl, marszałek województwa podkarpackiego, który podkreślił, że znaleźliśmy się w niedopuszczalnej sytuacji, w której nie obowiązują żadne ograniczenia w tym zakresie, co może spowodować znaczne pogorszenie klimatu akustycznego w rejonie zbiorników wodnych Solina i Myczkowce.

Uchwała o wprowadzeniu ponownej strefy ciszy powinna zacząć obowiązywać przed wakacjami. Jeśli uchwała zostanie przegłosowana, Zalew Soliński będzie niedostępny dla skuterów i motorówek z napędem spalinowym.

Zdjęcie główne: Saga