Część z nich upowcy zwolnili, a na pozostałych (około 60) jeńcach dokonali mordu. Motyw mordu w Jasielu wykorzystał w książce „Łuny w BieszczadachJan Gerhard.

Gdy obrońcom skończyła się amunicja postanowili się poddać. Wziętych do niewoli powiązano kablem telefonicznym. Poprowadzono ich przez las w kierunku wąwozu. Jednym z żołnierzy jest Paweł Sudnik. Widzi co go czeka.

Ciała pomordowanych towarzyszy strzałem w tył głowy zaścielają dno wąwozu. Dostaje polecenie rozebrania się do naga. Ponownie wiążą mu ręce. Wola życia jest silniejsza. W momencie wyskakuje z miejsca kaźni. Uciekał kryjąc się za grube drzewa.Podczas biegu poczuł draśnięcie w ucho.

Przeczytaj również: Zbrodnia UPA w Baligrodzie

W lesie wpadł na krzyżujące się, na sypkim śniegu, ślady ludzkie. Odskoczył w bok. Schował się pod młodym świerkiem obsypanym puszystym śniegiem. Przez dziurawe gałązki dojrzał ścigających, którzy siarczyście klęli.

Pobiegli w innym kierunku. Manipulując zmarzniętym i obolałymi palcami rozplątał supeł. Uwolnił ręce. Biegł dalej. Zatrzymał się na skraju lasu. Tu zobaczył dzieci, które ścinały gałązki młodych brzóz na miotły. Spytał, co to za wieś? Wystraszone dzieci przyglądały się nagusowi.

Jeden uratowany

Na diabła nie wygląda, bo biały. Na anioła też, bo nie ma skrzydeł. Powiedziały, że to Jaworowa Wola. Szeregowy Sudnik poprosił dzieci, aby przyszedł ich ojciec. Czekał z niecierpliwością. Dręczyło go zimno. Od miejsca zbrodni oddalił się o około 12 km. Szer. Sudnik podskakiwał, rozgrzewając nogi. Ktoś mógł pomyśleć, że radości.

Przyszedł mężczyzna z kobietą. Przynieśli ubranie i buty. Był to miejscowy chłop Wojciech Szwab z żoną. To małżeństwo zaopiekowało się Sudnikiem. Na drugi dzień chłop furmanką zawiózł go do sołtysa wsi BukowskoJana Grzesia, a ten z kolei do stacji kolejowej Szczawne – Kulaszne

Tu zaopiekowali się nim funkcjonariusze SOK. I tak szer. Sudnik zameldował się w sztabie 34. pp. w Sanoku. Odwieziony został do szpitala w Rzeszowie.

18 czerwca 1946 r. powołaną komisję szer. Sudnik doprowadził do miejsca zbrodni. W sumie zginęło tam 67 żołnierzy, w tym 6 oficerów i pięciu milicjantów. Miejsce pochówku pozostałych dwudziestu bestialsko zamordowanych żołnierzy wciąż jest nieznane…

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga