Ponad dwa tygodnie wakacji za nami. Przeszło siedemnaście dni nie było zbyt owocnych dla branży turystycznej w Bieszczadach i w okolicach Jeziora Solińskiego. Analogicznie do lat ubiegłych tę część Polski odwiedziło znacznie mniej turystów.

Obawy i wielka niewiadoma – to dwa uczucia, które przed najbliższymi tygodniami towarzyszą gestorom branży turystycznej w Bieszczadach. „To może być bardzo słaby czas” – zauważa większość osób. Ubiegłoroczne sezony wakacyjne należały do jednych z najlepszych. Turyści chętnie wybierali między innymi okolice Jeziora Solińskiego, będące znakomitą alternatywą dla zagranicznych wyjazdów. Większość restauracji w Solinie czy Polańczyku była oblegana przez przyjezdnych. Obecna rzeczywistość kreuje się nieco inaczej, a restauratorzy, właściciele budek czy przystani wodnych podkreślają, że czekają znów na takie czasy.

Niestety turystów jest zdecydowanie mniej, niż ubiegłymi latami. Był okres, kiedy gości było więcej, jednak teraz tkwimy w letarg. To będzie bardzo słaby sezon

– mówią nam właściciele przystani Biała Flota w Solinie.

Fot. Kamil Mielnikiewicz
« z 23 »

Jak podkreślają nasi rozmówcy, zainteresowanie Bieszczadami nigdy nie minie, a aktualna sytuacja to wynik wysokich cen żywności, paliwa czy noclegów. Podobnie o tegorocznym sezonie wypowiedziała się jedna z właścicielek sprzedająca na co dzień pamiątki na tak zwanych „bieszczadzkich Krupówkach”. Wspomniała ona, że tak małej ilości przyjezdnych jeszcze nie było. Jako przyczynę takiego stanu określiła przede wszystkim ceny ale i pogodę, która w ostatnim czasie bywa bardzo kapryśna. „Liczymy na to, że po 15 lipca gości będzie więcej” – dodaje.

Na turystów, którzy jednak zdecydują się odwiedzić Solinę, czeka między innymi nowo otwarta kolejka gondolowa, z której można podziwiać Bieszczady, Jezioro Solińskie, monumentalną zaporę wodną oraz pobliskie miejscowości.

Mniejsza frekwencja odczuwalna jest również w Bieszczadzkim Parku Narodowym, gdzie – analogicznie do ubiegłych lat – sprzedaż biletów za wejście spadła o około 30/40 procent.

Zdjęcie główne: Kamil Mielnikiewicz