Gospodyni zamarła gdy usłyszała: Syn idzie z nami albo kładzie głowę na stół. Na nic zdały się błagania i szlochy matki. Upadła na kolana prosząc aby zostawili syna. Brutalne kopnięcie odrzuciło kobietę w głąb izby. Nie było innej rady – syn pod przymusem musiał iść do upowskiej sotni. Długo wędrowali krętymi leśnymi ścieżkami. Iwan doskonale znał tę okolicę. Tu się urodził i tu się wychował. W niedalekim przysiółku mieszkała jego narzeczona. Szedł przerażony, wiedział czego od niego będą oczekiwać. Dokładnie  lustrował okolice. Późną nocą dotarli do obozowiska gdzie spali pod gołym niebem. Rankiem dowiedział się, że jest w sotni ”Burłaki”.  Sam dowódca wygłosił do nich płomienie przemówienie. Zapamiętał tylko ostatnie zdanie.: Aby udowodnić swoją lojalność wobec UPA jutro wezmą udział w mordzie na Polakach. Tu padły nazwiska i nazwa przysiółka. Wśród nich była jego narzeczona i jej rodzina.

Zobacz inne opowiadania z cyklu „Opowiadania z brulionu Jędrusia Ciupagi”.

Iwan nie chciał nurzać rąk we krwi. Wiedział jaka kara czeka zdrajców, a obóz był doskonałe strzeżony. Z pomocą chłopakowi przyszła natura i wieczorem rozpętała się okrutna burza. Korzystając z okoliczności wydostał się i biegł co sił. Załomotał w okiennice domostwa, a po chwili w drzwiach pojawiła się twarz przerażonego przyszłego teścia.

Nie było czasu na długie opowieści. W mig zaprzęgnięto konie, próbowano też ostrzec innych. Niestety nie udało się. Gdy wstawał świt ujrzeli krwawą łunę. Powiadomione w Baligrodzie wojsko zastało tylko zgliszcza i zamęczone zwłoki. Iwan i Kasia wyjechali w Polskę, tam wzięli ślub. Dopiero po 10 latach obu rodzinom udało się spotkać. W Bieszczady nigdy nie wrócili. Trauma jaką przeżyli była zbyt duża. 

Historia ta mogła być opisana po śmierci Iwana. Takie było jego życzenie.

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga