Był upalny czerwiec roku pańskiego 1662. 

Kupcy wyruszyli z Tyskowej w kierunku Łopienki. Kiedy doszli do przełęczy Hyrcza, burza okrutna rozpętała się nad nimi.Wąska droga którą podróżowali zmieniła się w rwąca rzekę pełną błota i kamieni. 

Nagle żywioł porwał ze sobą dwa wozy z kupieckiej karawany. Dobytek runął do głębokiego jaru. W jednym z nich znajdowała się kopia obrazu Matki Boskiej Rzymskiej. Wozy przysypane błotem i kamieniami nie stanowiły już żadnej wartości handlowej, a towary, które były na nich zostały zniszczone. 

W tym czasie jeden z zakapiorów szedł na coroczne spotkanie na Durnej. Spostrzegł obraz, który wystawał ponad błoto i kamienie. 

ZOBACZ CZY NIE PRZEOCZYŁEŚ INNEGO OPOWIADANIA JĘDRUSIA: ŁOPIENKA. Z KART HISTORII.

Oczyścił obraz i zaniósł go do Doliny Łopienki. Obraz zawiesił na lipie. Pasące się nieopodal gęsi zaalarmowały gęganiem mieszkańców wsi. Uradzono by obraz przenieść do Terki. 

Właścicielem włości był na ten czas Aleksander Bal. Jakież zdziwienie rano nastąpiło gdy obraz na swoje miejsce wrócił. Znalazła go osoba, która była niemową. Gdy zobaczył obraz przemówił i opowiedział że ten znów wisi na lipie. Jeszcze dwukrotnie do Terki obraz odwożono, a ten wracał z powrotem na drzewo. Podjęto ostatnią próbę ale woły ciągnące wóz stanęły w miejscowości Polanki. 

Dokładnie w miejscu gdzie dziś znajduje się leśny parking skąd ruszacie ku Łopieńskiej świątyni. Z pewnością zrozumiano wtedy że obraz musi zostać w Łopience.

Aleksander Bal kazał pobudować kapliczkę. Do budowy posłużył kamień spod Durnej. 

W roku 1693 Łopienka słynęła już z pięknej kaplicy i obrazu, który obdarzał wiernych cudami. Świątynia przeżyła zawirowania dziejowe bez wątpienia po to, aby znów swym blaskiem błyszczeć w Łopieńskiej Dolinie.

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga