Wszystko działo się w Bieszczadach dawno temu, gdy ludzie byli prości, nie było telewizji ani dróg oznaczonych.

Ludzie jak wychodzili do lasu, często już w tym lesie zostawali, bo gubili się, a drogę do domu trudno było odnaleźć. Ci, którzy z lasu wrócili, opowiadali, że przygarnął ich stary brodaty dziadek mieszkający w lesie.

Ugościł ich u siebie, pokarmem i piciem się podzielił, legowisko na noc odstąpił, a rano drogę do domu wskazał. W podziękowaniu Ci, co wracali, zaczęli rzeźbić brodatego dziadka w drewnie. Wieszali go przy swych domostwach w nadziei, że ten, kto się w bieszczadzkim lesie zgubi, spotka dziadka bieszczadzkiego, a ten przyjmie go na gościnę i do domu drogę wskaże.

Dzisiaj na dziadka bieszczadzkiego mówią DUSIOŁ, ale tak samo jak kiedyś, tak i dziś szczęście on przynosi, a zagubionym drogę do domu wskazuje.

z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga