W dawnych czasach rycerz o imieniu Hnat przemierzał odludne tereny Bieszczad, dziś leżące po stronie Ukraińskiej. Zapadła już noc, gdy w oddali dostrzegł słabe światło. Skierował tam swojego konia i po chwili pukał do bram osady. Pan na włościach ugościł rycerza i dał posłanie na noc. Sen jednak nie był mu dany.

Z pokoju obok niósł się przepiękny śpiew. Hnat zaintrygowany zapukał do drzwi. W progu stanęła piękna dziewczyna. Serce rycerza zabiło mocno. Rankiem, nawet nie spożywając posiłku, udał się do ojca dziewczyny. Niestety decyzja była odmowna. Złożone pod przymusem śluby czystości nie pozwalały dziewczynie na zamążpójście.

Zrozpaczony Hnat porywa ukochaną i wyznaje jej miłość. Wściekłość ojca nie zna granic. Rzuca klątwę na zakochanych. Oboje biorą ślub w małej cerkwi. W czasie ceremonii rozpętuje się straszna burza. Piorun uderza w cerkiew. Hnat wynosi swoją świeżą poślubioną małżonkę z płonącej cerkwi. Razem udają się do dzisiejszej Wetliny.

Szczęście nie trwa długo. Na dwór napadają węgierscy Tołhaje. Ginie piękna Justyna. Dwór zostaje splądrowany i spalony. Hnat po powrocie z polowania zastaje tylko zgliszcza i zwłoki żony. Wsiadając na konia pędzi przed siebie nie bacząc na nic. Zmęczony koń potyka się i wpada w przepaść razem z jeźdźcem…

Z Bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga