Krótka historia tragedii, która wydarzyła się w Leśniczówce Brenzberg.

Krwawe łuny rozjaśniały niebo. Ucieczka była jedyna forma ratunku. Kilkadziesiąt osób dotarło do Sokolik, okolicznym mieszkańcom opowiadając o bestialstwach banderowców.

Pragnęli tylko żyć w spokoju szukając swojego nowego miejsca na ziemi. Niestety okolice Tarnawy i Mucznego opanowane były przez banderowskie sotnie zaprawione w krwawej profesji. Stacjonowały one w okolicach Bukowego Berda. 

Z Sokolik ruszyli w swoją ostatnią drogę. Dotarli do leśniczówki „Brenzberg” w gościnne progi Franciszka Króla. 

Rankiem 15 sierpnia 1944 roku upowcy otoczyli polanę. Sotnia „Oscypa” rozpoczęła rzeź niewinnych ludzi. Nie padł ani jeden strzał. Ginęli od toporów, wideł i kos. Dzieci ginęły na oczach matek. Żony na oczach mężów.

To Cię rownież zainteresuje: Mord na Polakach we wsi Maniów

Syn leśniczego powracający od dziewczyny z ukrycia obserwuje zbrodnię. Przerażony ucieka do Sokolik, gdzie opowiada o okrutnej rzezi. Dlatego targany niepokojem jednak wraca do leśniczówki. Potem ujęty przez bandytów zostaje zamordowany w męczarniach. Jest jeszcze jeden świadek, który obserwował egzekucję.

Dopiero po kilkudziesięciu latach odważył się mówić. Ok 3 dni po zbrodni na miejsce przybywa odział Polskiej samoobrony. Odnajdują zmasakrowane zwłoki Polaków. Pospiesznie liczą ciała wychodzi 74 ktoś nieśmiało szepce 75…Bojąc się banderowców (jest ich tylko kilku) odmawiają modlitwę i odchodzą. Co stało się z ciałami? Do dziś pozostaje to tajemnicą. Oficjalne źródła podają ze zwłoki wchłonął las.

Badania prowadzone do dnia dzisiejszego nie pozwoliły zlokalizować żadnej zbiorowej mogiły. Możliwe ze ciała zostały wrzucone do studni lub ukryte w którymś z banderowskich opuszczonych bunkrów. Staraniem miejscowych leśników w 2010 roku na polanie staje dębowy krzyż i pamiątkowy obelisk.

Z bieszczadzkim pozdrowieniem Jędruś Ciupaga