przy cerkwi św. Michała Archanioła w Beniowej, pow. Turka – Bojkowszczyzna

Dzwonienie na mszę

Dzwony przy cerkwi w Beniowej dzwoniły zawsze w sobotę o zachodzie słońca lub w wigilię jakiegoś święta w środku tygodnia, przypominając ludziom we wsi lub pracującym na polu, że jutro jest dzień świąteczny. Słyszący dzwonienie przerywali pracę i żegnali się. Głos dzwonów, szczególnie po rosie, niósł się daleko pośród pięknej bojkowskiej przyrody. W słoneczny dzień słychać go było w filialnej cerkwi we wsi Bukowiec odległej o 4 kilometry. W Beniowej natomiast często słychać było dzwony z Bukowca. Było ich trzy, dzwoniły długo i melodyjnie.

Rano, w niedzielę lub święta, pierwsze dzwonienie przypominało parafianom, że będzie odprawiana jutrznia. Wielu wiernych – szczególnie starszych – przychodziło na tę poranną mszę. Na kolejną, która rozpoczynała się o godz. 10 rano dzwoniono ponownie. Wówczas cerkiew zapełniała się ludźmi: starszymi i młodymi, również z sąsiednich wsi Bukowiec i Sianki. Cerkiew św. Michała była nowa (zbudowana w 1909 r.), piękna i przestronna. Wszyscy w świątyni stali a tylko pod ścianami było kilka ławek dla starszych ludzi.

Przy głównym wejściu do Domu Bożego można było zauważyć porządek w jakim ludzie stali w cerkwi. Od drzwi aż do tetrapodu było wolne przejście. Każda osoba, która wchodziła do cerkwi, szła środkiem do tetrapodu. Żegnała się, całowała obraz i krzyż na tetrapodzie, następnie przechodziła na jedna ze stron: kobiety na lewą a mężczyźni na prawą.

Obrządek liturgiczny

Liturgia w cerkwi wymagała wykonywania wielu czynności przez cerkiewników: zapalali oni świeczki przed ikonostasem i na pięknym pająku, rozdawali światło (świeczki i trójce) podczas mszy świętej, chodzili z tacą. Wszystkie te funkcje podzielone były na prawą i lewą stronę. Jednym z cerkiewnych prowizoriów był Pawło Ciekot, który przez długie lata obsługiwał prawą stronę cerkwi, chodził z tacą, rozdawał światło, wyznaczał kto ma nieść krzyż na Wielkie Wejście.

Lewą stronę w cerkwi obsługiwał zasłużony prowizor Jurko Batki. On wyznaczał gazdę, który niósł pastorał na Wielkie Wejście, rozdawał świeczki, zbierał pieniądze. 

Prowizorem – cerkiewnikiem koło ołtarza był Łuć Buńko. Nosił on długie rycerskie włosy i wąsy (typ wiarusa). Łuć potrafił wspaniale dzwonić. Kiedy robił to jednym dzwonem, wydawało się, że dzwoni trzema. Dzwonił za zmarłych, dzwonił w soboty wieczorem lub w wigilie święta. A w niedzielę dzwonił Łuć trzema dzwonami. Co się tyczy dzwonienia, a właściwie sposobu dzwonienia cerkiewnymi dzwonami – to i tu był określony porządek.

Dzwony grały melodyjnie. Na początku dzwonił mały dzwon, potem średni, a następnie wielki. Wówczas w przyspieszonym tempie głosy wszystkich dzwonów tworzyły akord, z tym, że zachowana była taka sama kolejność. Zawsze dzwonił tylko jeden człowiek. Ludzie w Beniowej bardzo lubili uroczystości. W czasie mszy świętej zapalano wszystkie świece przed obrazami i zawsze rozdawano wiele świeczek wiernym w cerkwi. A przed Wielkim Wejściem zawsze odbywała się uroczysta ceremonia. Rozdawano wielkie trójce cerkiewnikom z sąsiednich wsi. Byli nimi Hawryło Ciapicz z Bukowca i Iko Cziwka z Sianek. Rozdawano również świeczniki. Były bardzo wysokie, sięgały od ziemi do twarzy tego, który go trzymał. Starsi gazdowie dostawali takie świeczniki jeszcze przed Wielkim Wejściem.

Wielkie Wejście

Rozpoczynało się bardzo uroczyście. Przez prawe diakońskie wrota wchodził gazda, który niósł wielki krzyż, za nim szedł gazda z pastorałem. Przechodzili za główny ołtarz (to wszystko za ikonostasem) i stawali za lewymi diakońskimi wrotami. Za nimi szli trzej wierni trzymający świeczniki. Ci stawali za krzyżem i pastorałem. Wówczas wchodził cerkiewnik z trójcą i stawał za świecznikami. Kiedy duchowny kończył obkadzanie Darów na głównym ołtarzu, oddawał kadzielnicę cerkiewnikowi z trójcą.

Cały orszak wchodził do cerkwi: krzyż, pastorał, trzej gazdowie ze świecznikami, cerkiewnik z kadzielnicą i trójcą. Kadzielnica w rękach cerkiewnika lekko się kołysała i ścieliła pachnącym kadzidłem drogę Darom, które niósł duchowny. Wielkie Wejście zamykało trzech gazdów ze świecznikami, które nieśli za księdzem. Cerkiewnicy z krzyżem, pastorałem, świecznikami i trójcami stali podczas mszy po obu stronach cerkwi aż do Poświęcenia.

Kiedy było święto Matki Bożej, wówczas cztery młode dziewczyny trzymały na drewnianych nosielnicach pośrodku cerkwi obraz Matki Bożej przez całą mszę. Prowizor i cerkiewnik Jurko Batko dbał o to, aby odbywały się częste zmiany dziewcząt, które trzymały obraz. Dziełem właśnie tego cerkiewnika były piękne, woskowe, grube trójce, przyozdobione kłosami owsa.

Eucharystia

Podczas liturgii w cerkwi używano również ręcznych dzwonków. Cztery dzwonki połączone były jedną rączką. Łuć Buńko dzwonił tymi ręcznymi dzwonkami na początku mszy swiętej, przed i po poswięceniu a także przed Komunią Świętą. Podczas Komunii Łuć lekko podzwaniał ręcznymi dzwonkami po tym jak każda osoba przyjęła Najświętszy Sakrament. Po Komunii Świętej Łuć wynosił z zakrystii wielki garniec świeżej wody i wszyscy, którzy przystąpili do sakramentu pili wodę z jednego naczynia. Pawło Kucipak, następca Łucia Buńka, spełniał te same obowiązki cerkiewnika. A że miał pogodne usposobienie, zawsze był uśmiechnięty. Ludzie lubili go, bo każdemu dawał dobrą radę i pomoc. W wolnych chwilach lubił łowić pstrągi w Sanie.
    W 1941 r. Umarł w Beniowej cerkiewnik Jurko Batko. Na pogrzeb przybył ojciec Zenon Złoczowski, który górami przyszedł z Cisnej. Obrzędy pogrzebowe odprawili ks. Dziekan Iwan Tymczuk i o. Zenon Złoczowski. 

Tłumaczył Maciej Augustyn 

Od tłumacza:

   W Beniowej, w miejscu gdzie stała opisywana cerkiew, obecnie możemy zobaczyć tylko cerkwisko i cmentarz. Dzisiaj trudno nawet przy dużym wysiłku wyobrazić sobie, że miejsce to kiedys tętniło życiem i było tak ważne dla mieszkańców wsi.

   Sadzę, że zamieszczony powyżej tekst, opisujący cerkiew „żywą” zainteresuje miłośników bieszczadzkich zabytków. Autor tekstu – Roman Tymczuk – jest zapewne synem ostatniego proboszcza z Beniowej. Mieszkańców dawnych wsi u źródeł Sanu los rozproszył po świecie. Niektórzy jak autor tego opowiadania trafili do Kanady czy USA. Większość z nich została wysiedlona przez NKWD w 1946 r. i po wielu trudnych przejściach trafiła w okolice Sokala. Niezależnie od miejsca gdzie rzuciły ich losy, odchodzące obecnie starsze pokolenie wysiedleńców żyje ciągle pamięcią o swoich pięknych bojkowskich wioskach.
    Cerkwisko i cmentarz w Beniowej zostały odnowione i zabezpieczone przez obóz konserwatorski „Nadsanie” kierowany przez Stanisława Krycińskiego. Obecnie jest utrzymywane w należytym porządku dzięki opiece leśniczego Antoniego Derwicha i pracowników leśnictwa „Górny San” Bieszczadzkiego Parku Narodowego.

Żródło: Towarzystwo Opieki Nad Zabytkami. Oddział Bieszczadzki.