Dyskusja o przyszłości Bieszczad od lat budzi emocje, zarówno wśród mieszkańców regionu, jak i decydentów odpowiedzialnych za politykę środowiskową. Głos w tej sprawie zabrał poseł Bartosz Romowicz, który w swojej wypowiedzi odniósł się do kwestii finansowania samorządów, tworzenia nowych rezerwatów oraz konsekwencji gospodarczych dla lokalnych społeczności. Jego stanowisko wskazuje na narastające napięcia między ideą ochrony przyrody a realiami życia mieszkańców regionu.
Subwencje i „korekta zamożności”, czyli spór o realne wsparcie
Poseł z Bieszczad, Bartosz Romowicz zwraca uwagę, że choć samorządy otrzymują środki finansowe za obszary objęte ochroną przyrody, mechanizm tzw. korekty zamożności w praktyce niweluje te korzyści.
Prawdą jest, że samorządy dostają za tereny chronione części subwencji w zakresie obszarów chronionych. Ale nikt nie mówi o tym, że znaczna część gmin w tej samej subwencji ma korektę zamożności, która zabiera te pieniądze
– podkreśla.
W ocenie Bartosza Romowicza prowadzi to do sytuacji, w której tworzenie nowych form ochrony przyrody przestaje być dla samorządów opłacalne. Gminy, zamiast realnych korzyści, otrzymują ograniczenia rozwojowe, bez adekwatnego wsparcia finansowego. W odpowiedzi na tę sytuację poseł przygotował projekt ustawy, który – jak zaznacza – ma zmienić sposób finansowania terenów chronionych. Dokument został złożony w styczniu, jednak obecnie znajduje się na etapie przed pierwszym czytaniem. Zgodnie z jego założeniami samorządy miałyby otrzymywać pełną subwencję przysługującą za obszary chronione.
Jeśli weszłaby w życie ta ustawa, to gmina Lutowiska (tam, gdzie obecnie Minister Mikołaj Dorożała forsuje kolejne 4 rezerwaty) za każdy hektar nowego rezerwatu dostałaby rocznie do budżetu 496 złotych za hektar rezerwatu, czyli za te 4 rezerwaty około 750 tysięcy złotych rocznie
– zauważa.
Fot. Kamil Mielnikiewicz (Bartosz Romowicz)
Środki te – jak zaznacza – mogłyby zostać przeznaczone na inwestycje infrastrukturalne, takie jak kanalizacja, wodociągi czy drogi, szczególnie w miejscowościach takich jak Stuposiany.
Ochrona przyrody a codzienne życie mieszkańców
Poseł podkreśla, że obecny model ochrony przyrody nie przekłada się bezpośrednio na poprawę jakości życia mieszkańców.
Nowe rezerwaty nie sprawią, że rozwinie się turystyka. Dlaczego? Bo zgodnie z przepisami w rezerwatach jest tylko ochrona przyrody, a nie eksploatacja pod turystykę. Trzeba radykalnie zmienić podejście do ochrony rezerwatowej, tak aby chronić przyrodę dla kogoś, kto będzie chciał podziwiać jej piękno. Dla kogo chcemy zrobić te rezerwaty, skoro w większości w nich nic nie można zrobić, nawet wejść?
– przekazuje poseł Bartosz Romowicz.
Gospodarka leśna jako fundament regionu
Szczególne miejsce w wypowiedzi zajmuje kwestia gospodarki leśnej, którą Bartosz Romowicz określa jako kluczową gałąź lokalnej gospodarki. Porównuje ją do strategicznych sektorów w innych regionach Polski.
Tak jak w lubelskim – Bogdanka, małopolskim – Azoty, śląskim – kopalnie, pomorskim – stocznie, tak w Bieszczadach najważniejsza jest gospodarka leśna
– mówi.
Zwraca przy tym uwagę na brak systemowego wsparcia dla regionu w kontekście transformacji gospodarczej. Podczas gdy inne sektory otrzymują znaczące środki publiczne, mieszkańcy Bieszczad – jego zdaniem – pozostają bez realnej alternatywy.
Brak planu transformacji i obawy mieszkańców
Jednym z głównych zarzutów jest brak kompleksowego programu, który pozwoliłby stopniowo odchodzić od gospodarki leśnej na rzecz innych sektorów.
Nikt nigdy nie zaproponował programu transformacji gospodarczej Bieszczad, aby stopniowo odchodzić od gospodarki leśnej na rzecz turystyki lub innych gałęzi gospodarki. Mamy odejść od gospodarki leśnej i pozostać z niczym. Ludzie mają pozostać bez pracy, a najlepiej nie wychodzić z domów, bo wszędzie będą rezerwaty. Ale przypominam – zgodnie z Konstytucją – każdy ma prawo żyć tam, gdzie chce, tam, gdzie się urodził i ma swoją ojcowiznę. Nie tam, gdzie sympatycy ochrony przyrody chcą
– kontynuuje.
Bartosz Romowicz wskazuje, że taka sytuacja rodzi uzasadnione obawy o przyszłość mieszkańców, którzy mogą zostać pozbawieni pracy i perspektyw rozwoju. Podkreśla także, że mieszkańcy nie chcą być traktowani jako element „przyrodniczego skansenu”.
Bieszczady nie będą przyrodniczym skansenem przyrody, a mieszkańcy nie będą jak Indianie okazami do oglądania. Cała Polska, jeśli chce korzystać z przyrody Bieszczad, musi złożyć się na tę ochronę. Jeśli nie będzie takiego zrozumienia to mieszkańcy Bieszczad - jak ich znam - będą się bronić, skutecznie i będzie o tym głośno. Aż do momentu, kiedy reszta Polski to zrozumie
– dodaje.
Polityka i odpowiedzialność
Bartosz Romowicz odniósł się do swojej roli jako polityka, podkreślając, że jego stanowisko wynika z wieloletniego doświadczenia samorządowego oraz osobistego związku z regionem.
Przekazuję to z perspektywy osoby, która tam mieszka z rodziną od pokoleń. Która przez wiele lat pełniła funkcje burmistrza, nie z perspektywy posła koalicji rządowej. Polityka to bycie dla ludzi, nie dla partii. Choć wygodne jest stawianie mnie poza koalicją, mówienie o mnie jako rozbijającym koalicję. Ja mogę za to ponieść cenę wyrzucenia z tej polityki, ale przynajmniej dalej będę żył w Ustrzykach Dolnych, patrząc mieszkańcom w oczy
– podkreśla stanowczo.
Nie wyklucza przy tym konsekwencji politycznych swoich działań, zaznaczając, że jest gotów je ponieść, pozostając wiernym lokalnej społeczności.
Komentarze (0)